Moja strategia życia Kung Fu

W poprzednim artykule wspomniałem o swojej "odmowie odbycia służby wojskowej" - kolej na dalszą część myśli "sporty walki a sztuki walki".

Moim założeniem gdy zaczynałem trening Kung Fu, było praktykowanie pracy nad sobą przez całe swoje (w wieku 17-tu lat) zaczynające się życie. Moja "odmowa..." była w wieku 23 lat świadomym już wyborem, lecz nie umiałem przewidzieć skutków tak rzadkiego gestu. Tym skutkiem było skierowanie mnie na "obserwację na oddziale psychiatrycznym" szpitala wojskowego – w celu określenia możliwej przyczyny mojej odmowy. Otrzymałem wtedy leki i zostałem wypuszczony z diagnozą "schizofrenik" = uwalniającą mnie z obowiązku służby wojskowej. Innym (wtedy możliwym) rozwiązaniem sytuacji, było skierowanie mnie do więzienia, co w mojej poprzedzającej "odmowę..." kalkulacji, wobec sytuacji krystalicznej opinii środowiskowej i niekaralności = było by "produkcją" potencjalnego przestępcy – w kontakcie z więzienną subkulturą i z umiejętnością walki wręcz, mogłem stać się na prawdę niebezpieczny.

Uboczne skutki podawanych mi później leków (usztywnienie mięśni,

objawy parkinsonowskie, zaburzenia pamięci itp.) pogrzebały mój zamiar praktykowania Sztuk Walki, na długi czas.

Jaki dzisiaj wniosek wyciągam z moich przeżyć związanych z degradacją społeczną (uznanie za niezdatnego do pracy, brak szacunku otoczenia spowodowany wegetacją na uboczu rodziny i społeczeństwa)? Otóż moje bardzo obiecujące osiągnięcia młodego życia, "podniosły poprzeczkę" stawianych przede mną wymagań i pozostawiły bezbronnym w momencie gdy nie mogłem kontynuować swoich sukcesów życiowych. Podsumowując (co uzasadnię na przykładach) swoją myśl – osoba, która praktykuje Kung Fu MUSI BYĆ SAMODZIELNA W OCENIE SWOICH MOŻLIWOŚCI = bo pozostaje samotna wobec otoczenia stale wymagającego spełniania rosnących aż do przesady i wyczerpania sił, zadań.

We wstępie zapowiedziałem kontynuację myśli "sporty walki a sztuka walki" i teraz wraz z przykładami wspierającymi wcześniejszą część tekstu, odniosę się do wspomnianej myśli.

Dlaczego uważam, że osoby (sportowcy lub adepci) "walczące" są samotne wobec stale rosnących wymagań otoczenia? Łatwo zaobserwować "wycie tłumów" podczas widowisk walki "umarł król, niech

Verte!?! czyli: >>