O moim skutku emigracyjnych przodków

Pomijając szczegóły, w które nie wnikałem, podpisuję przecież ten tekst, spolszczonym nazwiskiem, kojarzącym się niemieckimi...

O moich przodkach umiem Ci Czytelniku, napisać, że Babcia po stronie Matki, urodzona została na Syberii, a Ojca Ojciec, po podpisaniu podczas drugiej wojny światowej, przez Matkę Ojca, wolks-listy, nie wrócił po wojnie do rodziny, tylko "ułożył sobie życie" w RFN.

Jedno co po mojej stronie dotyczy tych faktów, to świadomość wynikająca z obserwacji, że wspominając słowa nauczyciela "przysposobienia obronnego", żołnierz często "stawał do walki", tylko dla tego, iż odmowa / ucieczka od walki, była obwarowana represjami daleko dotkliwszymi od "ryzyka frontowego"...

Mowa o emigracji, a "opieram ją" na pokutującym u mnie temacie wojskowości. Otóż, emigracja to zjawisko wymuszone i spodziewam się, że przodkowie niemieccy zdecydowali się "osiąść" na / w terenie Kaszub, bo wśród Niemców byli już represjonowani, a może i pogardzani (bo potworności wojenne dowiodły mi, iż Niemiec "umie" gardzić życiem = zwykle cudzym życiem).

Prababcia jako Żona Pradziadka, gdy "wysiedli z pociągu" w Polsce, usłyszała:

-po coś synu przywiózł nam tą kacapkę...?

Prababcia była by, w drugiej dekadzie dwudziestego wieku, powracając "do swoich", pogardzaną samotną matką = inaczej przecież niż współcześnie...

Tak to z emigrantami = uciekają przed pogardą, wstydem, represjami.

Mam, przyznam, Internacjonalne Poglądy, (nie myl proszę z "globalistycznymi") więc dobrze widzę coraz częściej spotykanych obcokrajowców np. na holach Gdyńskiej Riviery (centrum handlowe), ale uznaję też, że terytoria powinny utrzymywać "jednolity trzon etniczny" już choćby z przyczyny zachowania tradycyjnych obyczajów dotyczących Środowiska Przyrodniczego.

Jedyny Autor: Andrzej Fejster